Home Opinie Przy kafce Pani w smutnych rajstopach
Pani w smutnych rajstopach

Pani w smutnych rajstopach

0
0

– Dzień dobry – mijam teściową dalekiej znajomej, z którą raz przelotnie mnie poznano. Grota Roweckiego i Połaniecka to sąsiedzi, toteż witamy się i pozdrawiamy. Tylko tyle.

Ale tym razem widzę, że na pewno nie dobry. Czarna bluzka i czarna spódnica jeszcze by uszły pod pretekstem „lubi ten kolor”. Ale gdy widzę w takim zestawie czarne rajstopy, w sierpniu, to domyślam się reszty.. Pani blada, wychudła
i zmęczona smutkiem. Przysiadła przed klatką, na brzeżku ławki. Tak jakby nie dała rady tego smutku wtargać po schodach. Mijam ją z tym swoim nieszczęsnym „dzień dobry” i staram umknąć. Ale pani zdążyła.

– Wie pani, mój najstarszy zmarł. 47 lat miał. Wczoraj go pochowałam.

O masz.

Ani przytulić, bo nie znamy się przecież. Ani dopytać, bo nie wypada. Pocieszeń nie znoszę. Zresztą takich na śmierć własnego dziecka świat jeszcze nie wymyślił. Nie znam większej zbrodni na człowieku… Stałam tak na środku chodnika i wiedziałam, że nie mogę sobie tak zwyczajnie pójść dalej. A pani mówiła.

I płakała. Że cukrzyca, że nie dbał o siebie, nie przyznawał się długo do choroby. Że zasłabł i koledzy zawieźli do szpitala, ale nie chciał brać leków, robić wyników. Że chrześnica rozpacza, że pogrzeb, że ból. I to rozbrajające „tak sobie miejsca znaleźć nie mogę, wie pani?”. I łzy. Płacz taki straszny, bo do środka. Taki boli najbardziej.

Nic tam wtedy mądrego nie wymyśliłam i nie zrobiłam. Ale stałam. I tylko jakieś słabe „strasznie mi przykro” się ze mnie wydobyło.

Często sobie wyrzucam, że jestem zbyt otwarta, rozgadana i towarzyska.

Że brakuje mi dystansu, że zaprzyjaźniam się dużo i mocno. Że po 19 latach od pobytu w szpitalu wysyłamy sobie kartki świąteczne z rodzicami dziewczynki, która ze mną leżała. Choć dziś już jej nie ma. Mam takich historii i znajomości chyba zbyt dużo. Potem brakuje czasu, atłasu, miejsca w grafikach. Za to ciążą obietnice, umówienia, pomoc wszystkim wokół. Którą przecież sama sobie sprowadzam na głowę. Ciążą też zwierzenia, od których czasem rumieńce, czasem nieswojość, a czasem smutek.

I trzeba to potem nosić w sekrecie, w osobnych folderach.

Ale może to jakiś dar? Bo ludzie nie każdemu chcą podarować swój kawałek świata. Nie każdego babcie pytają o autobus i o to, gdzie najlepiej obciąć paznokcie u stóp, bo już mocno bolą (Było, było. A tydzień później pryszczaty wnuczek postawił mi pod drzwiami siatkę węgierek i grzybki ze słowami „Babcia chciała podziękować”.)
I pewnie ta wczorajsza pani, w smutnych rajstopach, której imienia nawet nie znam… nie każdego zaczepiła, by mu powiedzieć „Zmarł mój najstarszy. Miał 47 lat. Wczoraj go pochowałam”.

Więc może to dar.

Katarzyna Józefacka

Fot. Aleksandra Machowicz-Jaworska

www.facebook.com/PrzyKafce/

REDAKCJA Redakcja wirtualnychelm.pl pracuje codziennie, aby dostarczyć Ci ciekawe i przydatne treści. Naszym najlepszym wynagrodzeniem jest Twoje zaangażowanie – udostępniaj proszę nasze teksty na Facebooku i buduj z nami społeczność wirtualnego Chełma!

SKOMENTUJ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.