Home Wydarzenia Robert Biedroń: Polityka musi się zmienić [WYWIAD]
Robert Biedroń: Polityka musi się zmienić [WYWIAD]

Robert Biedroń: Polityka musi się zmienić [WYWIAD]

0
1

Po czterech latach w Słupsku zaczynam mieć wrażenie, że nikt nie powinien iść do ogólnopolskiej polityki bez doświadczenia w samorządzie. To tu najwięcej się nauczyłem. Byłem blisko ludzi i widziałem, jakie są ich prawdziwe problemy. – tłumaczy Robert Biedroń, Prezydent Słupska w rozmowie z redaktorem naczelnym, Markiem Jaroszkiem.

*Wywiad z Robertem Biedroniem ukazał się w pierwszym papierowym wydaniu specjalnym Wirtualny Chełm, dostępnym bezpłatnie na terenie miasta.

Marek Jaroszek: W 2014 mówił Pan: „Chcę przywrócić Słupskowi godność i spowodować, by młodzi nie musieli wyjeżdżać na zmywak do Wielkiej Brytanii albo uciekać do Warszawy”. Jak Pan ocenia po całej kadencji jako prezydent miasta: czy 4 lata to wystarczająco dużo, żeby wprowadzić realne zmiany dla miasta i spełniać takie obietnice?

Robert Biedroń: Od początku chciałem, żeby Słupsk był miastem szczęśliwym, z którego ludzie nie chcą wyjeżdżać, gdzie chcą mieszkać, wychowywać dzieci, pracować i prowadzić firmy. Musieliśmy działać szeroko, bo szczęścia nie da się sprowadzić do jednego czynnika. Było trudno, mieliśmy naprawdę dużo roboty, ale udało się nam! Z miasta na skraju bankructwa stworzyliśmy wspólnie z mieszkańcami prężnie funkcjonujący ośrodek. Oddłużyliśmy Słupsk o 50 milionów złotych. Ściągnęliśmy dużych inwestorów, dzięki czemu bezrobocie jest jednym z najniższych w Polsce.

Stworzyliśmy 220 miejsc w żłobkach i przedszkolach, a w lutym oddajemy kolejnych 125. Wyremontowaliśmy prawie 500 mieszkań komunalnych. Mieszkańcy jeżdżą teraz nowymi autobusami i oddychają świeżym powietrzem, bo stawiamy na ekologiczną energię i stworzyliśmy 15 hektarów nowych terenów zielonych. Oczywiście tworzenie miasta szczęśliwego to nigdy nie jest proces skończony. Trzeba się o to starać każdego dnia, od rana do wieczora. Mój czas w Słupsku dobiega końca, bo zająłem się budowaniem ogólnopolskiego ruchu, który wystartuje w wyborach europejskich i parlamentarnych. Ale pozostawiam go w rękach mojej najbliższej współpracowniczki, Krystyny Danileckiej-Wojewódzkiej, która utrzyma ten pozytywny kurs.

W Słupsku postawił Pan sobie za cel oddłużenie miasta. Chełm jest wprawdzie mniejszy od Słupska, ale zadłużenie sięga już 149 mln złotych. Dlaczego uznał Pan zaciskanie pasa za priorytet, a nie np. inwestycje? Jak przekonał Pan do tej decyzji mieszkańców? Dzisiaj w obietnicach wyborczych nie znajdziemy nic o oddłużaniu, ale znajdziemy dodatkowe świadczenia socjalne, darmową komunikację miejską itp.

Bez stabilnego budżetu nie da się inwestować i rozwijać miasta. Poprzednicy zostawili Słupsk w opłakanym stanie, zaplanowali już dalsze zadłużenie, gdy miastu groził zarząd komisaryczny. Oddłużenie to musiał być nasz pierwszy krok.

Oszczędzaliśmy na wszystkim od pensji zarządu w spółkach miejskich, przez zakupy administracji nawet po butelkowaną wodę w ratuszu. Ale nigdy nie oszczędzaliśmy na ludziach – na edukacji, wsparciu dla rodzin, kulturze. A gdy tylko wyszliśmy na prostą, inwestycje ruszyły z przytupem. W 2018 r. wydamy na nie prawie 90 mln złotych.

Budżet jest ważny, ale najważniejsze jest dobro mieszkanek i mieszkańców. Poza tym jakiś ograniczony dług jest normalny w budżecie miasta, które chce się rozwijać. Jestem za postulatami, o których pan wspomina – darmową komunikacją miejską i lepszymi świadczeniami.

Robert Biedroń Chełm

(fot. Igor Nizio)

Polityka samorządowa wydaje się oczywiście dużo bliższa obywatelom niż polityka na szczeblu parlamentarnym. Jaka dzisiaj patrzy Pan na różnice pomiędzy szczeblami politycznymi z perspektywy polityka, który przeszedł z szczebla parlamentarnego do samorządowego, a nie odwrotnie?

Po czterech latach w Słupsku zaczynam mieć wrażenie, że nikt nie powinien iść do ogólnopolskiej polityki bez doświadczenia w samorządzie. To tu najwięcej się nauczyłem. Byłem blisko ludzi i widziałem, jakie są ich prawdziwe problemy. Że ich blok się rozsypuje, że nie mogą przejechać z wózkiem dziecięcym, bo ktoś zaparkował na chodniku; że nie mogą wejść do urzędu, bo nie ma podjazdów ani wind, a wiek nie pozwala im na korzystanie ze schodów; że chcą się kształcić i rozwijać, by mieć satysfakcjonującą pracę, w której sprawiedliwie ich potraktują. To są rzeczy, o których często politycy w Warszawie nie widzą ze swoich gabinetów.

Sam pochodzę z małego miasta – z Krosna na Podkarpaciu i wiem dobrze, że władza przypomina sobie o takich miejscach przed wyborami. Dlatego obecnie przenoszę się ze Słupska do polityki ogólnopolskiej – chcę to doświadczenie wykorzystać dla dobra całego kraju i wytłumaczyć politykom z Sejmu, czym żyją ludzie w Polsce.

W jednym z wywiadów mówił Pan: „Nie ma żadnej współpracy Słupska z administracją centralną. (..)Po zmianie władzy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, drzwi wszystkich ministerstw zostały przed Słupskiem zamknięte. I to jest problem, bo samorządy muszą ciągle coś załatwiać i uzgadniać z władzą centralną.”. Jak Pan ocenia współpracę między tymi szczeblami władzy – jak powinno działać, a jak działa w praktyce?

Niestety, ta współpraca jest źle uregulowana. Samorządy często stają się zakładnikami rządu, który mówi wprost: nie damy pieniędzy na wasz region, jeśli nie wybierzecie naszego kandydata. To najzwyklejszy szantaż. Sam byłem tego świadkiem. Nasz region jest jednym z najbardziej wykluczonych komunikacyjnie, więc od dawna walczyłem, by do Słupska docierała droga ekspresowa S6. Prawo i Sprawiedliwość cały czas blokuje tę decyzję, bo przeszkadza im, że prezydentem jestem tam ja, a nie ich działacz partyjny. Zresztą Platforma Obywatelska czasem zachowuje się podobnie. Przewodniczący Schetyna popierając kandydata swojej partii w wyborach w 2014 r. wyraźnie zaznaczał, że ich kandydat będzie miał lepsze kontakty w Warszawie niż reszta.

Oczywiście są wyjątki, czasem udaje się współpracować. Tak przez chwile było z premier Ewą Kopacz, która bardzo pomogła mojemu miastu oraz z niektórymi politykami w sejmiku wojewódzki. Ale jeśli te pozytywne przypadki się zdarzają, to z przyczyn personalnych, nie systemowych. Dlatego trzeba zmienić system. Od lat jestem za większą niezależnością samorządów – także finansową.

W 2014 roku, co drugi Polak uprawniony do głosowania nie skorzystał z tej możliwości w dniu wyborów. Daleko nam do wyników frekwencji takich jakie widzimy u zachodnich sąsiadów. Jak przekonać Polaków, że wybory samorządowe są ważne dla ich realnych interesów i po prostu warto skorzystać z tego prawa?

Najlepszym sposobem byłoby przestać ich zniechęcać. To od lat skutecznie robią politycy. Ich standardy zachowania, brak przejrzystości rządzenia, kolesiostwo, poziom debaty, który reprezentują. To wszystko zniechęca ludzi do wyborów, nie ufają politykom i partiom. Wcale im się nie dziwię! Polityka musi się zmienić. To robiłem w Słupsku. Dbałem o kontakt z mieszkańcami, często rozmawialiśmy, mogli też sprawdzić w internecie z kim się spotykam i jakie umowy podpisuję dla miasta.

Chciałbym tu zaapelować do wszystkich czytelników i czytelniczek – chodźcie na wybory! To od was zależy jak będzie wyglądała wasza okolica i cały kraj. Nie pozwólcie decydować za siebie!

_____________

Specjalne papierowe wydanie Wirtualny Chełm już dostępne, całkowicie za darmo!

agata fisz chełm wywiad

REDAKCJA Redakcja wirtualnychelm.pl pracuje codziennie, aby dostarczyć Ci ciekawe i przydatne treści. Naszym najlepszym wynagrodzeniem jest Twoje zaangażowanie – udostępniaj proszę nasze teksty na Facebooku i buduj z nami społeczność wirtualnego Chełma!

Comment(1)

SKOMENTUJ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *